10 rzeczy, których nie lubimy w sklepach





1.     Sprzedawcy

Zazwyczaj widoczna jedna z dwóch tendencji, a mianowicie kompletny brak zainteresowania vs śledzenie ze wzrokiem wbitym w plecy. Jasne, rozumiem, że bycie sprzedawcą nie jest być może szczytem marzeń, ale jak to się mówi „żadna praca nie hańbi”. Nic nie wytrąca mnie z zakupowego rytmu tak, jak pani patrząca mi nieustannie na ręce z podejrzliwą miną. Automatycznie czuję się jak okropny, bezwstydny złodziej i staram się, na pół nieświadomie, upłynnić z danego sklepu jak najprędzej. Z drugiej strony, skoro stoję przy wieszaku od 30 minut i rozglądam się pytająco po pomieszczeniu, znaczy to na 99%, że pomoc owego sprzedawcy jednak by mi się przydała.


2.     Oświetlenie

Dłuższe przebywanie w pomieszczeniu jarzących się jarzeniówek przyprawia mnie o ból głowy. Taki już urok galerii handlowych, jednak potrafi diametralnie przyspieszyć ochotę zakończenia zakupów.


3.     „Cudowne”przeceny

Czyli obniżki – cuda, które mogłyby konkurować swoją cudownością z przemienieniem wody w wino w Kanie Galilejskiej. Inaczej przeceny widma - są, a ich nie ma. Konsumenci nie są już na tyle głupi i na tyle często chodzą na zakupy, że są w stanie wyczuć oszustwo. Nie jest szczytem inteligencji zapamiętać cenę butów, które sobie upatrzyliśmy. Nie wiem jak wy – ja widząc przecenę 30% na butach za 99 zł (które wiem, że tydzień temu kosztowały dokładnie tyle samo) – kupuję! A co!


4.     Klienci

Tłumów walące drzwiami i oknami w czasie wyprzedaży staram się unikać. Nie o to tu chodzi. Szlak mnie trafia, gdy ludzie czują się jedynymi klientami w sklepie. Przepychanie się babek między wieszakami (po co poczekać 5 sekund, aż druga osoba przejdzie dalej lub powiedzieć zwykłe „przepraszam”?), wyścig w kolejce do przymierzalni (bo tylko 3 kabiny są puste!), rozstawienie bagażu / miliona toreb / wózka z dzieckiem na środku sklepu bez poczucia, że może utrudniać innym przejście (przecież można przeskoczyć). Kupujmy, ale i dajmy kupować innym.


5.     Ochrona

Historie o ochroniarzach w Rossmanie należą już chyba do urban legends. Krok do stoiska z kremami – Pan Ochroniarz patrzy, krok w stronę papieru toaletowego – nadal za mną, skręt w uliczkę z produktami do pielęgnacji stóp – znów mnie ma! Takie zachowanie potrafi rozproszyć i skutecznie zniechęcić do następnych odwiedzin. Podobnie sytuacja ma się we wszystkich Douglasach, Sephorach etc. Ja wiem, rozumiem (patrz: punkt 1), ale to wkurza. I już.


6.     Pomieszanie z poplątaniem

Też macie tak, że nie możecie czasem kompletnie nic znaleźć? Przemierzacie nieprzemierzone partie półek, a po przejściu całego szanownego sklepu nie macie tego, po co przyszliście? Wyjścia są dwa. Raz – szukacie pomidorów w Zarze, dwa – ułożenie produktów jest do dupy. Nie dotyczy to tylko supermarketów (choć najlepsze smaczki spotykałam właśnie tam), ale nawet zwykłych sieciówek. Jak dla mnie, ciuchy powinny być ułożone kolekcjami / rodzajem garderoby (spodnie, bluzki, koszule) / przecenione-nieprzecenione bądź w jakimkolwiek innym logicznym ułożeniu. W innym razie gubię się, bo nie przyszło mi do głowy szukać marynarki pośród majtek.


7.     Kasy

Nie zostało do tej pory wyjaśnione przez naukowców, dlaczego spośród wszystkich kas zawsze czynna jest mniej niż połowa. Po co mamy się spieszyć, oddajmy się kontemplacji ludzi wokół, promocji ulokowanych zawsze w pobliżu terminala, a także miłej i uśmiechniętej Pani sprzedającej, myślącej prawdopodobnie o tym, że wreszcie, za jedyną godzinę kończy się jej zmiana. Właściciele tych przybytków uznają niewątpliwie zasadę: „Spieszcie się powoli! (I kupujcie więcej, więcej!)”.


8.     Lovely mammas

Wszyscy kochamy mamy z dziećmi. Wszyscy uwielbiamy ich różowe, rozkoszne, wrzeszczące i rozbiegane dzieciaczki. Wszyscy mamy ochotę je zgładzić. Raz na zawsze. Ludzie, pilnujcie swoich pociech. Nie mam ochoty być potrącana w Realu przez 10-latka wymachującego kiełbasą ani przez jego siostrę prowadzącą wózek z zakupami skutecznie uniemożliwiający widzenie przeszkód na swojej drodze. Tym bardziej, że w większości przypadków to ich rodzicielki zalatują piekielnością. Niech się dziecko bawi, przecież nikomu nie przeszkadza, a ona zwracać mu uwagi nie będzie, bo się w sobie zamknie, a tak w ogóle to weź idź Pan stąd i dej mi zakupy robić.


9.     Powiększające lustra

Zawsze w przymierzalni na jaw wychodzą wszystkie mankamenty. Ogromne uda, cellulit, skóra marszczy się i zwija, a do tego ma dziwny, pomarańczowy odcień. Hmm, a może to nie wina luster?


10.  Ceny!

No bo w sklepach rozchodzi się o to, żeby kupować. Tak naprawdę, gdyby te ceny znośne były (tzn. tak 2/3 niższe niż obecnie), to i matki Polki by się zniosło, i namolnych ochroniarzy, i olewających sprzedawców. I z radością u uśmiechem na twarzy spacerowałabym od sklepu do sklepu.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz